środa, 26 września 2012

Dla wszystkich, którym jest mnie żal:
- świadomie wyszłam za mąż
- świadomie urodziłam dzieci
- świadomie zgodziłam się sprzątać i gotować
- świadomie zrezygnowałam z kariery na rzecz pracy na pół etatu
- świadomie stałam się kurą domową.

Ten blog jest zapisem mojej codzienności. Pokazuję Wam, co kryje się za drzwiami domu człowieka sukcesu i jego uroczej żony.

Bo wszystko ma swoją cenę. Rodzina i przetrwanie małżeństwa swoje kosztują.

Dziś coraz łatwiej jest powiedzieć mężowi, który nie do końca spełnił marzenie o rycerzu na białym koniu - "spadaj". Kobiety chodzą do pracy, zarabiają, walczą o alimenty, zawierają nowe związki.

Ale ja się na to nie zdecydowałam. Wybrałam i ponoszę konsekwencje swojego wyboru.

I nie uważam swojego wyboru za błąd.

Czy gdybym nie wyszła za korporacyjnego i została samotną matką - byłoby lepiej?

Czy nie legalizując związku bardziej byśmy się starali? A może bez ciężaru obrączki na palcu już dawno żylibysmy osobno?

Czy gdybym zrobiła karierę, na która miałam szanse, mój mąż kochałby mnie bardziej, czy nie zniósłby mojego braku czasu, zmęczenia, nieobecności?

Czy gdyby mój mąż nie zrobił kariery ale został np. nauczycielem - czy dalibyśmy radę żyć skromnie i spokojnie, czy jego charakter wziąłby górę i mimo wszystko poniosłoby go w świat?

Czy takie gdybanie ma sens?

Tu i teraz jestem matką i żoną.

Widocznie tak miało być.

wtorek, 25 września 2012

Urzekła mnie. Jestem pod takim, ku.wa, wrażeniem, że się nie mogę pozbierać od jakichś 2 miesięcy odkąd po raz pierwszy zobaczyłam kawałek tego programu i jego wyprasowaną prowadzącą.

Nareszcie. Doczekałam. Ktoś powiedział głośno i wyraźnie, że życie, które prowadzę i walka, którą staczam każdego dnia ma sens i zasługuje na szacunek.

Oczywiście MR ma lepszą chatę a koszulę pod kardiganem ma Burberry a nie z wsiowej Zary ale i tak jest moją siostrzaną duszą.

A teraz będzie mój coming out.

Moje życie polega na sprzątaniu i wychowywaniu dzieci. Mój mąż zarabia więcej ode mnie. Zgodziłam się świadomie przejąć większość obowiązków domowych, żeby mój mąż mógł pracować i rozwijać swoją karierę. Zanim pójdę spać sprzątam łazienkę - wanienkę, w której tata kąpał synka, rozrzucone ciuszki dzieci, gumowe kaczki, myję zaplutą pastą umywalkę a czasem też wannę i lustro. Co prawda o 22.00 a nie o 2.00 ale nie jestem jeszcze na poziomie mistrza.

Na kolację podaję rodzinie ładnie ułożoną na talerzach kompozycję z łososia, rukoli, pomidorów i serka. Do tego grzanki. Po to wszystko pojechałam do sklepu o 18.00 w sobotę, żeby było świeże.

Mimo 5 krotnego wstawania w nocy do małego dziecka codziennie rano ubieram się starannie. Makijaż robię w samochodzie ale zaraz na samym początku drogi, żeby mąż mógł zapamiętać mnie na cały dzień atrakcyjną.

1-2 razy w tygodniu wyszarpuję 45 min. na pilates, żeby klasyczne niebieskie dżinsy, które noszę jak każda szanująca się housewife dobrze leżały mi na tyłku.

Nie zarabiam dużo więc wyszukuję fajne ciuchy na allegro, żeby wyglądać modnie.

Nienawidzę swoich paneli, bo się elektryzują, przyciągają kurz i widać na nich każdego pluja, zrobionego przez szefunia. W związku z tym odkurzam i myję je codziennie. Jeśli nie zdążę mam poczucie winy, że dziecko raczkuje w roztoczach.

Po pracy wracam na wysokich obcasach przez swoją wieś pchając wózek a po drodze robię zakupy.

Skończyłam trzy fakultety. Znam 3 języki obce.

Jestem kurą domową.

Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin