poniedziałek, 16 lipca 2012

Boże, czy nas to też kiedyś czeka?!

http://rozmawiamy.blox.pl/2012/02/kryjowka.html#ListaKomentarzy

Zadusiło mnie za gardło i trzyma.

Ze strachu przed przyszłością...

Wkrótce zaczynamy urlop.

Przepiękny tekst kiedyś widziałam o urlopie autorstwa Make Life Harder

U nas urlop oznacza, że:

- przez pierwsze pięć dni budzimy się o 7.00 bo korporacyjny zapomina wyłączyć pobudki w komórce.

- o 17.30, kiedy usiłujemy zaznać sjesty, blackberry przywołuje nas do porządku alarmem, który w dzień roboczy ma przypominać KM o tym, że istnieje jeszcze świat poza ścianami do biura i w zasadzie mógłby spróbować zamknąć laptopa i poszukać drogi do domu (o ile gołębie nie wpierdzieliły okruszków).

- w trakcie oglądania zabytkowych wychodków w skansenie wsi lubelskiej odbieramy telefony (bo strajk, bo wywróciła się ciężarówka, bo gdzie to leży i kto zabrał stand)

- po pięciu dniach mój urlop się kończy a korporacyjny wybywa na szaloną wyprawę w męskim gronie w celu odreagowania roku pracy i 5 dni z rodziną.

Adios.

Wracam za dwa tygodnie. Może wcześniej.

Zbieram się w sobie by zawnioskować o separację.

poniedziałek, 09 lipca 2012

Przez ostatnie pięć dni byłam sobie samotną matką, na dodatek tylko jednego potomka (Drugi wybył, za co dziękujemy niebiosom i trochę teściowej. Ale tylko trochę bo nie pilnowała naszej następczyni tronu jak należy. Zatem wyrazy wdzięczność w ograniczonym zakresie).

Oczywiście spędziłam czas efektywnie piorąc chyba z 12 pralek prania, sprzątając pokój Jedynki, układając uprane, odkurzając z Szefem w nosidełku i wożąc wózkiem (z pasażerem) fugi do podłóg.

Ja to jednak idiotka jestem.

Po tym maratonie wyglądałam powrotu drugiej strony kontraktu małżeńskiego jak kania dżdżu.

No i wrócił.

Pieprznął rozbebeszoną torbę w przedpokoju, cmoknął żonę, pogilgotał Szefunia i zniknął.

Nieźle wkurzona znalazłam go po dłuższym czasie w ogródku, gdzie dyskutował zacięcie z sąsiadem.

Nie powstrzymałam się i wyraziłam publicznie co myślę o priorytetach korporacyjnego.

"Back to reality" - westchnął mój małżonek i dogaszając peta w krzaku peonii ruszył do domu.

WTF?!!!

Zaniemówiłam.

środa, 04 lipca 2012

7,6 dnia w ciągu roku.

Tyle czasu zajmuje TEJ PANI sprzątanie rozrzuconych rzeczy męża.

Policzyłam, ile mi zajmuje składanie upranej bielizny i skarpet KM. 1,5 tygodnia!!!

A teraz porównajmy to z czasem poświęconym na pielęgnowanie paznokci....

6,5 godz. na rok!!!

A Wy? Ile czasu zabiera Wam sprzątanie po mężach?

10:53, korporacyjnazona
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 02 lipca 2012

Polecam lekturę.

Jakkolwiek Wysokie Obcasy jak zwykle wszystko uprościły tabloidowym tytułem, to jednak jest w tym artykule trochę prawdy. Nie da się zrobić krwistej kariery w "męskim" stylu nie poświęcając dzieci i rodziny. Da się pracować pod warunkiem równego dzielenie obowiązków domowych. Jeżeli mąż realizuje ambitną ścieżkę kariery ale decydujecie się na dzieci (albo pojawiły się już wcześniej), to:

A) albo matka pracuje na pół gwizdka (jeśli w ogóle) i bierze na siebie przedszkola, żłobki, przedstawienia, tańce, zakupy, zupy, rowerki,

B) albo zatrudnia się nianię na 10 godz. dziennie (praca plus dojazdy matki). Wtedy wWychowywanie dzieci przez 2 godziny dziennie plus weekendy nie daje zbyt dobrych efektów (co mogę potwierdzić własnym przykładem).

Ponadto postawienie na karierę ojca i pozostanie matki w domu (co w pewien sposób ogranicza jej horyzonty i czyni ją mniej atrakcyjnym partnerem intelektualnie, seksualnie i ekonomicznie) niestety zwykle kończy się odpałem w okolicach 40-tki i wymianą żony na nowszy model.

Reasumując. W dzisiejszych realiach ekonomicznych i przy współczesnych wymaganiach nakładanych na kobiety przez społeczeństwo (żeby się realizowały, zarabiały, były samodzielne, piękne, pachnące, smukłe a jak już są matkami to super idealnymi) zdecydowanie jestem za ograniczeniem przyrostu naturalnego.

Gdybym była taka mądra 10 lat temu nie wyszłabym za mąż i nie miała dzieci.

Pracuję. Nie zrezygnowałam z pracy po urodzeniu 2-go dziecka. Prawie żadna kobieta chyba tego nie robi. Nie wzięłam urlopu wychowawczego. Pracując czuję się bezpieczniejsza, mam własne dochody, kontakt z ludźmi, trzymam się rzeczywistości, jako tako jestem na bieżąco w branży, nie wypadam z obiegu, teoretycznie mogę oszczędzać na emeryturę.

Tylko co zrobić z tymi łzami, które automatycznie napływają, kiedy zamykam drzwi do domu a za nimi zostaje roześmiany Szefunio.

Rozmazują mi makijaż.

Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin