piątek, 10 maja 2013

Szantaż na dziecko!?

[pusty śmiech]

http://natemat.pl/60657,szantaz-na-dziecko

Serdecznie zapraszam pana profesora Mikołejkę, aby sobie pooglądał nasze życie przez tydzień.

Zaczął się sezon więc mój mąż wyjechał służbowo na plażę w Turcji (i nie sprzedaje tam fałszywych roleksów). Zostawił mi dwoje dzieci, pół etatu, zapas mleka i pieluch oraz kluczyki do auta. Oraz oczywiście samodzielność i swobodę. Mogę a) oglądać co chcę, b) robić co chcę i c) pić co chcę pod warunkiem, że jest to a) praca domowa Jedynki lub kaczuszki na mini mini, b) sprzątanie, gotowanie, zakupy, usypianie, zabawianie, dostarczanie i odbieranie, praca i c) kawa.

A dzieci mam nawet dwoje więc możliwości szantażu są gigantyczne.

Mogłabym zaszantażować rząd, żeby mi zafundował gosposię, bo nie mogę się efektywnie bawić z dziećmi i stosować nowoczesnych technik np. nauki jedzenia gdyż przewracają mi się flaki, gdy Szefu rzuca pomidorem. Bo ja tego pomidora sama potem muszę sprzątnąć.

Mogłabym zaszantażować rynek pracy, żeby mi zaoferował co najmniej stanowisko prezesa z asystentką i kierowcą, żebym miała więcej pieniędzy i czasu dla dzieci oraz wyższe składki na emeryturę (a najchętniej jakieś opcje na akcje), bo przy obecnych perspektywach emerytalnych zdechnę z głodu po 2 miesiącach szczęśliwego 3-ego wieku.

Mogę zaszantażować panie w sklepie, żeby mnie obsłużyły poza kolejnością, bo Szefu ma dynamit w tyłku i siedzenie w wózku, gdy czekamy w kolejce wkurza go do czerwoności (mogę go tez puścić wolno of course - wtedy będę szantażować sklep, że go zabiorę jak mi zapłacą okup a jak nie to niech wpuszczają SWAT).

W autobusie mogłabym wszystkich zaszantażować, żeby mi ustąpili miejsca, wyjmując Szefowi smoczek z jadaczki - jest szansa, że autobus opustoszałby na najbliższym przystanku, normalnie nie rozumiem dlaczego ja na to nie wpadłam do tej pory!

Mogę tez zaszantażować uczelnie wyższe, że wpuszczę w ich system Jedynkę - byłaby najbardziej leniwym studentem ever i doprowadziłaby do zgonu ciało dydaktyczne (lub zrobiła oszałamiająca karierę naukową z swoimi predyspozycjami do leserstwa i lawirowania).

A pod oknem profesora nie bywam. Na placu zabaw tez nie bywam. Puszczam swoje potomstwo do miniaturowego ogródka, na który ciężko zapracowałam w stresie i wyrzeczeniu. Zwykle nie mam siły nigdzie się szlajać po powrocie z pół etatu na kolejne półtora w chałupie.

A z kolei a propos matek z któregokolwiek kwartału, to ja np. nie wykorzystałam całego macierzyńskiego tylko wróciłam za biurko, żeby utrzymać się na rynku pracy.

Profesorowi Mikołejce proponuję terapię własnego traumatycznego dzieciństwa w zaciszu gabinetu profesjonalisty.

A wszystkie skutecznie szantażujące matki serdecznie pozdrawiam.

Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin