środa, 05 grudnia 2012

W pewnym sensie media to moja praca i zywkle bywam odporna na apokaliptyczne tytuły i dyżurne wyciskacze łez. Jednak zawsze jeśli sprawa dotyczy dziecka to coś mi się zaciska wokół gardła.

Tak ja tu.

gazeta.pl

Mój syn tez ma trzynaście miesięcy.

Nie chce mi się ostatnio pisać i żyję właściwie z dnia na dzień. Bo jest TEN sezon. Zgniła jesień, epidemie grypy, wirusów zwykłych, sraczkowych, zmutowanych. Dzieci zasmarkane, kaszlące, srające, gorączkujące, marudzące w nocy, w dzień, rano i wieczorem, przyklejone do rąk, do nogawki, do komputera i telewizora, zamknięte w domu, zwariowane z nudów. Setki złotych zostawiane w aptece.

Ale to wszystko nic.

Najgorsze są starcia z służbą zdrowia. Jako matka jesteś na końcu łańcucha pokarmowego, opierdziel możesz dostać nawet zostawiając kupkę do badań.

Dlatego kiedy tylko widzę jakiekolwiek oznaki infekcji u potomstwa zaczyna mnie boleć brzuch i przeżywam nawrót religijności.

Modlę się, żeby to nie było nic poważnego i nie skończyło się szpitalem. Z którego w Polsce można już nie wyjść.

PS. Tak zabrzmiałam jak nawiedzona idiotka, ale szpitale to mój osobisty koszmar a jąkać się zaczynam na sam widok białego fartucha.

 

Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin