czwartek, 22 listopada 2012

Podobno są gdzieś na świecie ludzie, którzy:

- robią sobie smaczne rzeczy do jedzenia (zamiast suchej bułki z serem)

- jedzą i żuja powoli, czytając przy tym najnowszego Newsweeka (zamiast połykać w pośpiechu gorącą zupę nabieraną lewą ręką bo na prawej siedzi dziecko i usiłuje za wszelką cenę zwalić talerx)

- chodzą do kina i do teatru (zamiast oglądać jednym okiem domo+ podczas leżenia na podłodze w grzechotkach)

- chodzą do restauracji (zamiast na piwo łomża do pustego baru z keno na osiedlu po uspaniu dziecka)

- czeszą się rano (a nawet uzywają suszarki i prostownicy)

- śpią osiem godzin (a nie 3-4)

- w niedzielę jedzą śniadanie w łóżku o 9.00 ( a nie wstają o 7.00 żeby zaliczyć sesję z nocniczkiem i dac sie opluć kaszą)

- uprawiają seks ....

Ale to na pewno tylko takie urban legends.

Zaprawdę powiadam Wam, nie miejcie dzieci.

wtorek, 20 listopada 2012

W telegraficznym skrócie:

mąż obecny - szt. 1

dzieci zdrowe - sztuk 0

teściowe obecne - sztuk 1

mole spożywcze - sztuk nie wiadomo ile (ignorują piekielnie drogą pułapkę i dalej żrą moją kaszę - świnie)

Jak wiadomo jestem uzależniona od netu a moim hobby jest agregowanie kontentu. No i patrzcie co kot przyniósł - śliczne:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,113418,11225614,Chlopiec_z_lalka__nic_specjalnego.html

Temat przypisanych ról społecznych jest mi bliski albowiem martwię się nieco, że będąc kurą domową zły przykład daję swoim dzieciom. Niewątpliwie Jedynka ma już wdrukowane, że facet może spieprzyć gdzie chce i kiedy chce a matka w domu żarcie ma ugotować, bo jak nie to kanał i najważniejsze na świecie jest sprzątanie pokoju.

Jednocześnie nigdy nie była fanką typowo dziewczęcych zajęć a zabawy w uczenie misiów, dom i ubieranie lalek nie miały chyba nigdy miejsca. Co innego wyścigi samochodowe, akrobacje i miśki kaskaderzy.

Szefu jest jednostką zbyt mało rozwiniętą, żeby ocenić potencjał jego męskości, ale wykopaną na strychu u babci lalą jest żywo zainteresowany, wózeczki różne posiadamy na stanie i zapewne będziemy z nich robić użytek, bo z doświadczenia wiem, że dzieci lubią wozić różne rzeczy (np. skrępowanego kocykiem kota).

Jednocześnie fascynacja Korporacyjnego posiadaniem syna objawia się w dużych dawkach zaskakującej czułości, więc szanse, że unikniemy chowu "na twardziela" są spore.

No i generalnie jakkolwiek nie lubię mojego męża to podoba mi się, gdy w nocy widzę Szefa uwalonego na ojcu i smacznie śpiącego.

Pokonaliśmy jelitówkę. Dla poratowania mojego wizerunku konieczny jest już heavy make-up (z gatunku tych dla ofiar przemocy domowej).

Jednocześnie dziękujemy Wadimowi z prywatnego pogotowia, który był u nas w sobotę. Jego totalnie olewackie podejście oraz skierowanie do rzeźni (czytaj szpitala dziecięcego) dało mi kopa niezbędnego do dalszej walki.

Stay tuned.

 

czwartek, 08 listopada 2012

...w jednej celi z seryjnym przestępcą seksualnym.

Życzę tego politykom katoprawicy i platformowprawicy i patologicznej prawicy a także pracownikom NFZ, ZUS i wszystki obecnym i byłym ministrom zdrowia oraz posłowi Górskiemu. Bo mi się nóż w kieszeni otwiera, kiedy w kraju, gdzie na porządku dziennym są:

- ubolewania nad zamrożonymi zarodkami,

- durne głosowania nad zaostrzeniem ustawy aborcyjnej (bo biedne dzieciątka i morderstwa)

- pitolenie T. Terlikowskiego, którego w końcu ktoś gdzieś spierze po ciemku (czekam z ustęsknieniem, funduję szarlotkę sprawcy) o cywilizacji śmierci,

czytam relacje takie jak ta http://dziecioza.blox.pl/2012/09/Dwa-tygodnie-w-szpitalu.html#komentarze.

Weźcie wy się wszyscy i zapewnijcie przynajmniej minimum godności tym, którzy już są na świecie. I odpieprzcie się wreszcie od tych zarodków, co to niby wołają z głębin zamrażarek. Żeby wołać trzeba mieć minimum zwojów mózgowych, krążenie i struny głosowe, więc jak wam coś gdzieś woła, to sprawdźcie, czy sąsiad się nie urżnął i nie śpiewa.

Co za syf, ja nie mogę.

 

 

12:34, korporacyjnazona
Link Komentarze (11) »
środa, 07 listopada 2012

Aby pogębić rów mariański, w którym się obecnie znajduję poprzeglądałam sobie blogi zgłoszone do konkursu kampanii "Na jednym wózku". Jak zwykle w takich razach zalał mnie mega wyrzut sumienia, że narzekam i pluję jadem a przecież dwoje moich dzieci hasa całych i zdrowych po domu i w ogóle jak tak można.

Rozgrzeszyłam się 30 sekund później (generalnie samokrytyka się mnie nie trzyma zbyt długo), bo przecież, żeby bohaterskie matki (i ojcowie) niepełnosprawnych dzieci mogły (mogli) lśnić pełnym blaskiem to muszą mieć w tle takie niewydarzone, ziejące niezadowoleniem zołzy jak ja.

Co jakis czas jednak przychodzi mi do głowy, że być może świat byłby lepszy gdybym była radosną, optymistyczną, kochającą ludzi i zwierzątka kobietką, co do i do tańca i do różańca.

Wzięło mnie dziś na poważnie, więc nawet w oczekiwaniu na autobus przy trasie szybkiego ruchu w szarym, dusznym zmierzchu naprzeciwko (what a coincidence) bilbordu reklamującego "Przed świtem" zrobiłam rachunek sumienia kogo to w najbliższym otoczeniu mogłabym obdarzyć bezinteresowną miłością.

W drodze logicznej eliminacji został mi jedynie Szefu i to tylko między 8 rano a 8 wieczorem. W pozostałych godzinach toczymy z synem interesujący pojedynek charakterów, polegający na tym, że on wyje w swoim okopie, czyli za szczebelkami łóżeczka a ja z poduszką na głowie udaję, że go nie słyszę i liczę do 60. Po tym czasie wstaję układam go, otulam, daję pić, czekam aż znieruchomieje. Następnie bezszelestnie wsuwam się do łóżka a po kolejnych 10 sekundach Szefu już stoi przy szczebelkach i drze japę. Nakrywam się poduszką i liczę do 60. Ta nowatorska metoda pozwala mi się skupić na konkretnych czynnościach (liczenie, układanie kołdry itp.) zamiast na planowaniu morderstwa.

Ostatecznie w godzinach nocnych mogłabym jeszcze kochać Jedynkę, bo wyjątkowo ostatnio śpi, a jak śpi to ma zamkniętą buzię i generalnie jest ok. Jednak Jedynka ostatnio kaszle przeraźliwie, zmuszając mnie do kursowania z syropami, więc w sumie nie. W nocy nie kocham nikogo.

No a wiadomo skoro nikogo nie kocham, to nikt nie kocha mnie. Dobra energia nie wychodzi więc i nie wraca. Dlatego mam nadzieję, że Maryśka Czubaszek nie będzie egoistką i zostawi namiary na jakiegoś miłosiernego doktora od eutanazji.

wtorek, 06 listopada 2012

Korci mnie, żeby napisać tu, na fejsie, na twitterze a nawet na forum gazety jak bardzo mi się nie chce dziś żyć. Ale na szczęście pozostały mi resztki instynktu zawodowego, który wspólnie z chlubnym przykładem Tomka Terlikowskiego przypomina mi, że każda głupota w necie żyje wiecznie.

Więc nie napiszę jak bardzo nienawidzę mojego męża, mojej teściowej, pogody w Polsce oraz profilu Bebilon 2 pt. "Mama wraca do pracy". To że wciąż mam go zalajkowanego to jakaś forma paskudnego masochizmu. Jeśli sie jutro nie spóźnię do pracy to znajdę rano czas i wreszcie wyleję z siebie wszystkie odpowiedzi na te pierdolone infantylne pytania w stylu "mamusie, jak wasze dzidziusie?" "Mamusie, długo dziś siedzicie w pracy, a kto pilnuje Waszych maluszków?"

Ku..wa - teściowa.

I niech to będzie puenta.

15:03, korporacyjnazona
Link Komentarze (6) »
Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin