piątek, 22 lutego 2013

Pewnie jest tak, że każdy blog z czasem umiera. Życie pędzi, na zakrętach czasami brakuje aż tchu. Prawie codziennie tworzę nowy wpis w głowie, a potem go zapominam. Nie starcza mi woli, by go zapisać, kiedy już posprzątam, zrobię kolację, umyję, skrzyczę, ubiorę w piżamę, uśpię najpierw misia, potem małe, potem duże (po obowiązkowej porcji wzajemnych pretensji o wszystko), zrobię butelki, zaniosę baterię 5 butelek do sypialni (dwie z wodą, dwie z proszkiem, jedna z piciem), wyjmę i powieszę pranie, umyję się, położę, wstanę bo płacze, przyniosę szklankę wody, spacyfikuję kota, położę się a potem nagle znów jest rano.

Nie wiem, czy chcę innego życia. Bywa, że wolałabym być gdzie indziej, czasem jakaś wymiana zdań, ważne spotkanie, jakiś mały sukces w pracy wybijają mnie z rytmu i każą zapragnąć kolacji na mieście, kina, teatru, lunchu w modnej knajpie na Żurawiej, wystawy, wyjścia na event z gatunku tych, na których korporacyjny nawiązuje "niezbędne dla naszej przyszłości kontakty". Przechodzi mi najdalej po 2 dniach. Truzimem byłoby stwierdzenie, że dzieci są małe tu i teraz, że więcej szans nie będzie. Być może prawda jest brzydsza niż idealny obrazek rodem z Facebooka - tchórzostwo trzyma mnie przy garach, nie muszę się wysilać, nie odnoszę sukcesu więc oszczędzone mi są porażki.

Powinnam posprzątać szafę, usunąć z tony szmat te, których nie zakładałam od co najmniej roku (zasada perfekcyjnej pani domu). Zamiast tego wyrównuję sukienki (koporacyjny znów wszystko zbił w kupę wyciągając krawaty na event - dlaczego jego krawaty wiszą w mojej szafie?). Moje sukienki żyją życiem, które ja omijam. Same perełki, z wyprzedaży, lumpeksów, okazji na allegro, zbierane i kolekcjonowane od dawna. Pierwsza kiecka z Zary, kupiona jeszcze za unijną pensję - biznesowa. Pąsowa Vissavi - zabójcza linia, długośc za kolano, byłaby skromna gdyby nie ten kolor - na wieczór u znajomych. Śliczna, dziewczęca, morska Tatuum, w etniczne wzory - idealna na spotkanie z koleżankami. Massimo Dutti - czarna bawełniana koronka, z atłasową lamówką, szyk na letni wieczór w Paryżu. Głęboko chabrowa Zara Woman, taka sama jaką ma Małgośka R. - świetna i do pracy i na kolację. Za luźna w biuście, muszę dać do zwężenia - kiedyś. Czarna bombka Cotton Club - polska firma - sukienki wychodzą im naprawdę nieźle - wybitnie na wieczorne wyjście. Mała czarna Mango z koronkową górą - na wieczorną imprezę. I też mango biało-czarna, z ostatniego sezonu, cudem upolowałam ostatnią S-kę za 1/3 ceny. Przyleciała z Barcelony, w emocjach śledziłam jej drogę kanałem logistycznym DHL. Jak to możliwe, że w godzinę z Lipska znalazła się w Warszawie? Jestem w niej zakochana, może pojdę w niej na spotkanie w przyszłym tygodniu?

A może nie. Może znowu wbiję się w czarne dżinsy i tą samą co zawsze czarną marynarkę. Najszybciej się je zakłada, kiedy rano odzyskuję przytomność a wskazówka budzika znowu jest za daleko...

21:18, korporacyjnazona
Link Komentarze (6) »
Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin