Blog > Komentarze do wpisu

Kopa i do przodu

Tak tu sobie marudziłam ostatnio unikając w rzeczywistości zasadniczego wątku tej telenoweli a mianowicie - azaliż rzuci go ona czy też nie.

Trochę mnie już paluszki nawet świerzbiały, żeby opisać cudowną przemianę Bestii w poczciwego Szewczyka Dratewkę ale się jakoś ociągałam.

I słusznie.

Korporacyjny mąż istotnie przez kilka tygodni bił rekordy zaanagażowania w życie rodzinne. Kupował bułki i odbierał dziecko większe z rozlicznych zajęć, kąpał dziecko mniejsze, kupił nawet klej do podłóg (nie ten co trzeba ale zaprawdę powiadam Wam starał się). Korporacyjna zaś orała, siala, wstawała w nocy, sprzątała, mordowała sąsiadów (no dobra trochę wirtualnie, ale ze szczerymi intencjami), gotowała, prała i wychowywała dzieci w zgodzie z prastarą polską tradycją czyli kijem i marchewką z przewagą kija.

Zanim jednak zdążyłam ułożyć stosowne hymy pochwalne pieprznęło mnie w żołądek.

A było to tak.

Korporacyjny wybył pod koniec tygodnia. Do lasu wybył, typowo, czyli niejako służbowo ale w okoliczności mocno nieoficjalne i nacechowane procentowo.

Powrót zapowiedział w połowie weekendu i słowa dotrzymał. W mile sobotnie popołudnie snulismy ambitne plany remontowe na niedzielę.

No ale jak powiedziałam nieoczekiwanie pieprznęło mnie w żołądek. Jakoś nad ranem w niedzielę. Bolało i to tak na serio bo z łóżka nie wstałam. Ani na śniadanie, ani po śniadaniu, ani na drugie śniadanie ani na obiad. Koporacyjny przyniósł raz herbaty, zajrzał raz i drugi ale z coraz bardziej zaciętym wyrazem twarzy. Zwlokłam zwłoki i probuję się do wiedzieć o co chodzi. Dzieci dość grzeczne, jedno śpi, drugie ogląda, żarcie piętrzy się w lodówce, no nieużyteczna byłam chwilowo, ale zdarza się, nie?

Otóż nie. Korporacyjny przybył do domu wiedziony odruchem serca a ja mu to serce perdifnie złamałam. Obarczyłam gówniarzami, zamknęłam w chałupie, żeby sobie gnić w pościeli a jemu w tym czasie przeszedł koło nosa zakrapiany spływ rospudą czy inną hańczą i dlaczego właściwie zawsze jestem chora jak on wraca do domu?

Cholernie dobre pytanie. Dlaczego nie choruję kiedy jestem sama z dziećmi, zakupami, garami, potencjalnymi nabywcami nieruchomości, remontem za ścianą, cieknącym piecem?

Doprawdy nie wiem. Shame on me.

Z trudem pokonałam gul w gardle i cisnące się hamletowskie odezwy do sumienia w rodzaju "Czy ty mnie w ogóle kochasz?" Nie strzymałam tylko sarkastycznego pytania po co się ze mną żenił i dlaczego nie zaznaczył w przysiędze, że "tylko na dobre i pod warunkiem nieskazitelnego funkcjonowania sprzętu, pod groźbą rozwiązania umowy". Potem zwalczyłam odruch wymiotny, zeżarłam nurofen forte, zapiłam miętą i zajęłam się dziećmi. Korporacyjny wybył na basen upuścić frustracji.

Od wczoraj zdradza coś jakby objawy wyrzutów sumienia.

Drugi raz się nie dam nabrać.

Motto mojego męża to "Umiesz liczyć, licz na siebie" i "Tylko silni przetrwają".

Przetrwam albo zginę.

Chociaż czasami wyobrażam sobie jak Ania z Zielonego Wzgórza, że umarłam i wszyscy na moim grobie doznają zbiorowego ataku wyrzutów sumienia za to, jak mnie źle traktowali. Rozsądek podpowiada mi jednak, że małżonek by mnie skremował i schował na półce w piwnicy, żeby zaoszczędzić na miejscu i pomniku, a reszta byłaby zbyt zajęta sobą, żeby się tym przejmować.

środa, 24 października 2012, korporacyjnazona

Polecane wpisy

Komentarze
2012/10/24 12:37:29
,,Umiesz liczyć? Licz na siebie" - smutne, ale to hasło zawsze się sprawdza!!! Nawet jak już się dostaje pomoc to zawsze kryję ona podtekst pt. ,, Wiesz, wysilę się ale musisz mi się szybko odwdzięczyć".
-
2012/10/24 15:27:42
rzuć egoistę; naprawdę szkoda życia i zdrowia na takiego... aż brak mi słów, żeby ten egzemplarz dobrze scharakteryzować...
-
2012/10/26 08:14:58
hmmm trafiłam chyba na taki sam przypadek męża. Też mam wrażenie, że jestem mu tylko potrzebna do obrządku domu i zajęcia się dzieckiem. Nie mam prawa chorować, marudzić i narzekać. Przykre to i wiem jak to boli. Szkoda, że tak ciężko powiedzieć: NARA i to już koniec. Siły życzę.
-
2012/10/26 09:31:17
Znam wiele podobnych,a nawet gorszych historii,niestety.. Ciężko zrozumieć osobie postronnej dlaczego tak trudno powiedzieć dość osobie, która nie szanuje, nie docenia itp.. Ja również się temu bardzo dziwię bowiem sama byłam w podobnej sytuacji i jakoś się udało, na szczęście :) Także życzę dużo siły !
-
2012/11/06 12:02:53
Kiedyś czytałem, a potem nie mogłem znaleźć. Wreszcie odnalazłem. Dodaję do ulubionych i pozdrawiam.
-
2013/01/07 13:59:47
rzuć egoistę, szkoda życia an takiego! porady prawne online załatwią sprawę za ciebie jeśli tylko zadasz pytanie! t takie łatwe a jak skutczene, sama z tego korzystałam
Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin